Okaż szacunek swojemu ciału.
Ile jedzą ludzie Zachodu?
Coraz częstszym problemem w życiu ludzi Zachodu jest fakt jedzenia za dużo. Zdarza nam się stwierdzać, że zjedliśmy więcej niż potrzebowaliśmy, że się obżeramy, czy marzymy o takim poczuciu sytości, żeby móc tylko przestać jeść. Nadmiar jedzenia stał problemem naszych ciał i umysłów.
Cokolwiek dla wielbicieli obiektywnych mierników znaczy „jeść za dużo”, to w odczuciu jedzącego oznacza zawsze wyrzut sumienia. A drobny różany pączek od babci potrafi zamienić się w potwora, który zawładnął naszym ciałem. Złudzenie zjedzenia za dużo, bądź też realny nadmiar pochłaniania otaczającej nas żywności, związane jest z poczuciem winy i mało zasadnym karaniem smakującego. Warunek jest taki, że jedzący faktycznie smakował, delektował się kulinarnym dziełem. Wszak, co obserwuję, trudno mieć poczucie winy po prawdziwej uczcie smakowania i delektowania się pokarmem. Natomiast po jego pożarciu-pochłonięciu, co zdarza się większości nam na co dzień, tak i owszem, przerażenie rośnie szybciej niż realna waga.
Szacunek i miłość do swojego ciała jest kluczem.
Jeśli nie mamy miłości do ciała pożeramy jedzenie w pośpiechu. Byle jak. Byle gdzie. Byle z kim. Byle w czym. Byle czym. Szybko, średnio przyjemnie, w poczuciu, że „coś” nam, „jakoś tam” głód uciszyło. Na jak długo? Na to pytanie odpowiadać nie lubimy coraz częściej. Bowiem nie szanując ciała, trudno jeść nie wiele, a tym bardziej zdrowo. Z małymi wyjątkami o smaku i zapachu dzieciństwa.
Miłość do ciała gwarantuje szacunek do siebie samych. Motywuje do ruchu i zdrowego odżywiania.
Chirpaz mówił wprost:
„Ty to Twoje ciało”. Nie ma ciała, które stoi obok nas.
Podobnie jak nie ma jedzenia, które bez znaczenia dla naszego ciała przez nie „przechodzi”.
Twoje ciało to wszystko, co w nim miłe i niemiłe, dobre i złe. Nie można wyciąć z niego czegoś, nie zaznaczając jednocześnie braku. Po każdej operacji zostaje ślad. Tak też po każdym odchudzaniu pojawia się lęk przed powrotem do starej, a nawet wyższej wagi.. Z ciałem nie można „byle co i byle jak”. Tracąc przyjemność czynienia ciału dobrze, bez względu na to czy to jedzenie, seks, czy bieganie, zamieniamy siebie i swoje myślenie w byle myślenie o sobie. A to jest najbliższe braku myślenia o sobie w ogóle.
Ciało jest do kochania. Chcący jeść mniej, których pragnieniem jest posiadanie szczupłej sylwetki, mają prosty pomysł: Pójść do trenera personalnego, na zajęcia fitness, do lekarza, dietetyka, coacha, albo psychoterapeuty i „oddać” MU – swój Problem. Niech coś z nim zrobi.
Kto z Was chciałby moje rozgoryczenie fałdem tłuszczu w okolicy pępka ?
Oczywiście są to ludzie, którzy uczestniczą zawodowo w problemie, ale żaden z nich nie weźmie naszego jedzenia na siebie. Żaden z nich nie przestanie za nas pożerać i nie zacznie zdrowo jeść, podobnie jak żaden z nich nie wypełni naszego ciała przyjaźnią, bliskością, miłością, okrągłym stołem pełnym uśmiechniętych relacji z innymi ludźmi.
To, co bezwzględnie pomaga jedzeniu być z nami bliżej to uważność. To jedzenie tu i teraz. Z ludźmi, z którymi jestem, taka jaka jestem, z takimi jacy oni są. To Smakowanie każdym zmysłem, najmniejszą uwagą dźwięku przy ssaniu czekolady i zatrzymaniu na podniebieniu kawałka pączka z adwokatem. To przemyślany wybór produktu, który towarzyszy przy stole mi i moim bliskim.
Smakujcie słuchając dźwięku jedzenia, oglądając je z każdej strony, dotykając (nie zaznał szczęścia smakowania ten, kto nie jadł palcami). Zatrzymujcie smak w ustach i w sercu, spoglądając zawsze w oczy tych, z którymi chcecie podczas spożywania posiłku być.
Ewa Moroch



Zostaw komentarz