Polecane, Zdrowie

Po co to wszystko? O poszukiwaniu sensu.

Temat dla mnie ogromnie ważny, ostatnio bardzo czuję, jak się w nim zanurzam coraz bardziej i bardziej. Nie jest dla mnie już jakąś teorią, lecz zaczyna być i jest ogromnym doświadczeniem oraz Drogą, na której mój wewnętrzny kompas wskazuje jeden kierunek i to właśnie ten.

Zastanawiasz się czasem, po co to wszystko?

Jak popatrzymy na ludzkie życie, nasze życie z lotu ptaka lub kosmosu nawet, to pomimo tego, że jesteśmy tak różni, to możemy dostrzec, że łączą nas wspólne etapy życia.

Najpierw dzieciństwo, w którym jesteśmy tak bardzo zależni od rodziców, potem starsze dzieciństwo, w którym nieco oddalamy się od rodziców, wyodrębniamy siebie jako osobne jednostki – wyodrębnia nas wtedy nasze ego, pojawia się pragnienie poznania świata, to ten moment, w którym nasi rodzice muszą mieć oczy dookoła głowy.

Potem przychodzi czas na szkołę, następnie studia, to etapy, w których zdobywamy umiejętności, aby być, powiedzmy to tak „przydatnymi” w późniejszym życiu lub aby realizować nasz potencjał. W tych etapach edukacja jest trzonem naszego istnienia – przynajmniej  dla większości.

Foto: pexels.com

W tym czasie również pojawiają się już relacje – partnerzy, partnerki, przyjaźnie, miłości, rozczarowania. Następnie praca i rodzina- często idą równolegle. Potem czekamy, aż dzieci wyfruną z gniazda.

Przychodzi etap zastanowienia się, no i co teraz?

Mamy pracę, partnerów i cudowne, samodzielne dzieci. I co teraz?

Całe życie wydaje się być ciągle pogonią za czymś. Nawet tak prowadzimy życie, wpasowując się odpowiednio w rezultaty tych odcinków. Ciągle utrzymując na horyzoncie jakiś efekt.

Skończenie studiów, aby mieć dobrą pracę. Posiadanie dobrej pracy, aby mieć dobre zarobki. Dobre zarobki, aby mieć dobra materialne i spokojną głowę, a to aby zapewnić byt rodzinie oraz korzystać z życia.

Foto: pexels.com

Dobra praca – „checked”. Założenie rodziny- „checked”. Sukcesy w pracy – „checked”. Odpowiedni majątek – „checked”.

Utrzymując nieustannie na horyzoncie rezultaty kolejnych etapów życia i ciągle na coś czekając, żyjemy i pracujemy tak ABY w PRZYSZŁOŚCI…coś tam.

Żyjąc tak, zapominamy o najważniejszym.

A to, co najważniejsze jest odpowiedzią na pytanie PO CO TO WSZYSTKO?

Czy znasz odpowiedź?

Jakbyś odpowiedziała na to pytanie?

Daj sobie chwilkę… Nie ma potrzeby, aby się spieszyć w tak ważnych kwestiach.

Czym jest to coś, za czym tęsknisz w zakamarkach swojego serca?

Zastanówmy się, czego tak naprawdę pragniemy? My kobiety, ale również ludzie. Panom może czasem być trudniej do tego dotrzeć, ale jednak. Dotyczy to nas wszystkich.

Foto: pexels.com

Ta tęsknota, która dochodzi do głosu najbardziej i najpełniej w drugiej części naszego życia, kiedy kurz zdobywania świata opadnie, i nareszcie odsłoni to, co najważniejsze.

Wtedy powstaje pustka. Nagle okazuje się, że nie mamy celu, nie mamy pragnień, albo są jakieś, ale coś głęboko w nas mówi nam, no i co? No i po co? Znowu kilka lat pogoni, aby dotrzeć do tego miejsca, w którym wewnętrzna pustka nadal nie jest wypełniona i nie czujemy pełni? Po co? O co chodzi?

Foto: pexels.com

Wtedy mogą pojawić się depresje i niezgoda na to, co w nas, bo przecież ten świat ciągle każe nam biec do przodu i być super na każdym kroku, i zdobywać coraz to więcej i więcej.

W końcu wszyscy tak robią, więc i ja. Ale ten konflikt wewnętrzny pozostaje. Dzień w dzień karmiony, rośnie w nas coraz bardziej i bardziej.

Na najgłębszych pokładach naszego istnienia, to – po co to wszystko ? – i za czym tak naprawdę tęsknimy jest: MIŁOŚĆ. Tak miłość.

O miłości napisano i wyśpiewano już wiele, ale czy wiemy, czym ona jest w istocie?

Czym jest miłość w swojej najczystszej postaci? Czy to jest coś, co otrzymujemy, czy raczej dajemy?

Pomyśl o tym przez chwilkę, jeśli masz ochotę.

Karmieni filmami, książkami, piosenkami o miłości często mamy przekonanie, że aby pojawiła się miłość, to musi pojawić się ten ktoś, kto ma przycisk do nas samych i wie, jak go uruchomić, aby miłość i w nas się wyzwoliła.

Hmmm…. To jest bardzo ciekawy mechanizm.

Jeśli przyglądniemy się bliżej temu obrazowi, którym karmi nas świat mediów, to dostrzeżemy, że te miłostki są często związane z jakimś cierpieniem itp. Rozstania, zawirowania, jakieś niejasności i inne takie. To nie jest miłość.

Często będąc zranieni przez kogoś, a mając nadzieję na miłość, mówimy sobie „nigdy więcej”. Zamykamy się i prowadzimy pustelnicze życie na drodze biznesu – jednak nadal bez miłości, a ta pustka pozostaje.

 

W życiu chodzi o to, ABY BYĆ MIŁOŚCIĄ, aby ją przejawiać na każdym kroku, aby ona emanowała z Ciebie, wypełniając Ciebie oraz Twoje otoczenie.

To nie jest tak, że musisz coś robić, musisz kogoś mieć, aby do tej miłości się dostać, czy ją wyzwolić, bo tak naprawdę ONA JEST W TOBIE i czeka na uwolnienie. Miłość jest naszą naturą i pragnie być uwolniona, i przejawiona w świecie.

Dlatego jeżeli dostęp do niej jest przyblokowany, to czujemy pustkę.

Bywa tak, że pojawienie się kogoś lub obecność kogoś sprawia, że brama, która zamyka miłość w nas, w obecności tej drugiej osoby otwiera się, wtedy uwolniona miłość sprawia, że czujemy się wspaniale.

Foto: pexels.com

To nie jest tak, że ten ktoś coś nam dał. Jego obecność jedynie coś uwolniła – jeśli to jest nieświadome to i tak zauważ, że tylko na jakiś czas. Jak często po jakimś czasie, ta brama jednak się zamyka i dostrzegamy „minusy” drugiej połowy. Prawda?

Jak często z tej pełnej otwartości, wpadamy w koleiny oczekiwań, i proszenia się wręcz „daj mi więcej”, tego co dałaś mi kiedyś moja rzekoma „druga połowo”. To taki czas, w którym za bardzo nie rozumiemy tego procesu, wtedy może dochodzić do rozstań, bo szukamy znowu kogoś, kto zna szyfr do naszej bramy. Tak nam się przynajmniej wydaje. Wyruszamy na te poszukiwania, bo tak bardzo pragniemy uwolnienia miłości i znowu zanurzenia się w niej. Lecz błędnie szukamy.

Podobną miłość, o której mowa w tym artykule, odczuwają rodzice do dzieci, jednak to o czym piszę ma szerszy zakres.

Z drugiej strony znasz to powiedzenie, „rób to, co kochasz…”- jest ono prawdziwe, i nie tylko pod kątem tego, że „nie przepracujesz żadnego dnia”, ale pod kątem takim, że jeśli będziesz robić to, co kochasz, to będzie przepływać przez Ciebie Miłość. Przez duże M.

Foto: pexels.com

Jest tak ponieważ nie walczysz, nie frustrujesz się, jest to zgodne z twoim potencjałem i jesteś całym sobą w procesie twórczym, a nie oczekujesz tylko na efekt. Wykonując to, co kochasz, jesteś w tu i teraz, a miłość istnieje tylko w tu i teraz, zresztą jak wszystko :). Robienie tego, co jest w zgodzie z Tobą również otwiera tę bramę.

Więc warto, abyś może poszukała pasji, aby dostęp do Miłości w Tobie był otwarty. Nie mniej pamiętaj, że chodzi o Przejawianie Miłości. To ona tutaj jest najważniejsza, a nie o wykonywanie czegoś, tego czegoś.

Bywa tak, że ta droga naszej pasji jednak staje się jakimiś powinnościami, obowiązkami wtedy Miłość nie płynie. Albo bywa tak, że coś po prostu się wypala, przychodzi inny etap życia, inna Ty i chęć spróbowania czegoś nowego. Więc rób to, co kochasz i daj sobie szansę na poszukanie, na zmiany, na ciągły proces poznawczy.

Istniejemy po to, aby kochać, aby przejawiać Miłość i być Obecnością Miłości – czystą, klarowną, bezinteresowną, wypełniającą, rozszerzającą, piękną, ciągłą.

Popatrz na swoje życie przez pryzmat takiej właśnie Miłości – zobacz, gdzie jesteś, czy jest coś co przeszkadza Ci w odczuwaniu jej? Co jest tą zasłoną, która uniemożliwia naturalny przepływ i uwolnienie jej z Ciebie w tej chwili, właśnie teraz?.

Może chodzi o emocje jakie są w Tobie, rany, a może jakieś oczekiwania wobec tej chwili, może postrzeganie tego świata przez Twój umysł.

 

Ważne – zauważ, że ta ZASŁONA jest w TOBIE, nie na zewnątrz.

Jeżeli to pytanie: PO CO TO WSZYSTKO? – jest dla Ciebie ważne, to niech Miłość będzie wskazana na kompasie Twojego życia. Utrzymuj ten kierunek i na każdym kroku pytaj siebie, jak mogę przejawić Miłość w tej decyzji, w tym kroku, w tym zadaniu, w tej rozmowie, w tym sposobie myślenia o sobie, w tej myśli o drugim człowieku?

Medytuj i rozważaj ten temat, to również Cię przybliży. Powtarzaj też często słowo „Miłość”. Słowa mają ogromną MOC. Wiedz, że nie możesz innym dać czegoś, czego nie masz, więc jeśli pragniesz dawać Miłość, to wypełnij się nią.

Zapytaj sama siebie, co stoi na przeszkodzie do odczuwania Miłości? Inaczej pytając: „czym jest ta brama, która zasłania Drogę Miłości?”.

 

Dużo pytań. Wiem, ale to dlatego, że nasze indywidualne odpowiedzi są w nas utkane na drodze naszych własnych doświadczeń. A więc, im częściej będziesz pytać sama siebie, tym szybciej znajdziesz POPRAWNE odpowiedzi dla samej siebie. Twoje indywidualne odpowiedzi, to twój indywidualny szyfr do samej siebie.

Dlatego zakończę takim pytaniem: jeśli miałabyś wybrać, że od tej chwili będziesz przejawiać Miłość w każdej chwili, to co musiałoby zniknąć w Tobie?

Pytaj, szukaj odpowiedzi, kontempluj, medytuj nad tym.

Życzę Ci, aby Miłość w Tobie znalazła uwolnienie 😊 i przejawiła się nam wszystkim, bo jest cudowna i jej wszyscy potrzebujemy.

 

Małgosia Nowicka

Coach

Móóów do Siebie czule – czyli o potężnej sile samowsparcia

Małgorzata Nowicka – coach w nurcie Zen Coachingu

O autorze

Powiązane artykuły

Zostaw komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie widoczny.